Spotkali się gdzieś o świcie
I spełniło się ich przeznaczenie
W białej jak śnieg pościeli
To wcale nie było niewinne...

Miłość i seks
Zaborczy aż strach
Zazdrościł im Bóg
Też by tak chciał

Widziałam ich ciała szalone
Tonęły w nieba błękicie
Splątani w kosmicznej przestrzeni
Samotni, lecz bardzo szczęśliwi

Miłość i seks
Zaborczy aż strach
Zazdrościł im Bóg
Też by tak chciał


Ktoś kiedyś na tyle mądry był
I w proste słowa ubrał
Coś, co w dziwności swej nieopisane
Nikt nie chce kochać
Wszyscy kochać boją się
A każdy chce być kochany

Nie zatrzymuj swoich łez
Niech spłyną aż do końca
Po same brzegi wypełniony
W swoich łzach od dawna toniesz
I jak w najpiękniejszym
Cudownym krajobrazie
Patrząc się na ciebie wiem
Że najbardziej lubię w twojej twarzy
Wodospady łez

W twoich spłakanych oczach
Jest coś, co pragniesz ukryć
W przedziwnej tej spowiedzi
Jest ci chyba naprawdę ciężko
Skoro już nie chcesz nawet
Nie chcesz o tym mówić

Nie zatrzymuj swoich łez
Niech spłyną aż do końca
Po same brzegi wypełniony
W swoich łzach od dawna toniesz
I jak w najpiękniejszym
Cudownym krajobrazie
Patrząc się na ciebie wiem
Że najbardziej lubię w twojej twarzy
Wodospady łez